Marketing w prefabrykacji – od informacji do inspiracji
„Czasem pojawiają się sytuacje, których nie da się przewidzieć – wymagają szybkiego reagowania i elastycznego podejścia. To właśnie ta zmienność sprawia, że marketing nigdy nie jest nudny – łączy w sobie planowanie strategiczne i dynamiczne działanie tu i teraz”. Zapraszamy do przeczytania wywiadu ze Specjalistą ds. marketingu w Zbych-Pol & Mobet Damianem Stawskim. Rozmowę przeprowadziła Zuzanna Dymel.

Damian, od kiedy pracujesz w firmie Zbych-Pol & Mobet i na czym polega Twoja praca?
W firmie Zbych-Pol & Mobet pracuję od grudnia 2023 roku, na stanowisku specjalisty ds. marketingu. Zakres moich obowiązków jest bardzo szeroki – można powiedzieć, że zajmuję się marketingiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Jako samodzielny specjalista odpowiadałem m.in. za prowadzenie firmowych mediów społecznościowych, projektowanie materiałów graficznych (w tym reklamowych), realizację materiałów wideo, a także kwestie związane z SEO. Organizowałem również wydarzenia integracyjne dla pracowników oraz wspierałem inne działy – na przykład dział handlowy w przygotowywaniu prezentacji sprzedażowych czy dział HR przy tworzeniu ofert pracy. Początkowo zakres zadań był naprawdę szeroki, ale dzięki rozwojowi naszego działu marketingu zaczynamy stopniowo się specjalizować. Więcej na ten temat chętnie opowiem w dalszej części wywiadu. Dowodem naszego rozwoju jest chociażby to, że mam w końcu osobę, która może taki wywiad ze mną przeprowadzić.
Jak wygląda Twój typowy dzień pracy?
W pracy w marketingu trudno mówić o „typowym” dniu – każdy przynosi nowe wyzwania i zadania. Mimo to mam swoje codzienne rytuały, które pomagają mi utrzymać rytm i dobrą organizację. Nasza praca jest w dużej mierze planowana z wyprzedzeniem – funkcjonujemy w oparciu o roczne plany marketingowe, które szczegółowo określają nasze działania. Staramy się ich konsekwentnie trzymać, jednak rzeczywistość potrafi zaskoczyć. Czasem pojawiają się sytuacje, których nie da się przewidzieć – wymagają szybkiego reagowania i elastycznego podejścia. To właśnie ta zmienność sprawia, że marketing nigdy nie jest nudny – łączy w sobie planowanie strategiczne i dynamiczne działanie tu i teraz. Każdy dzień zaczynam od kawy i przeglądu zadań w organizerze. W marketingu szczególnie tych drobnych spraw jest mnóstwo, więc dobra organizacja pracy – zarówno indywidualnej, jak i zespołowej – jest kluczowa. W poniedziałki zaczynamy od odprawy marketingowej, a zdarza się również, że biorę udział w odprawach produkcyjnych. Dzięki temu wiem, co aktualnie jest produkowane, jakie transporty prefabrykatów są planowane, i jakie działania są prowadzone na różnych etapach projektów. To ważne, bo marketing żyje informacją – a te najcenniejsze płyną bezpośrednio z innych działów. Często odwiedzamy zakład produkcyjny lub wyjeżdżamy na inwestycje, gdzie realizujemy nagrania i sesje zdjęciowe. I co równie ważne – każdego dnia staram się znaleźć czas na rozmowę. Kilka zdań z osobami z różnych działów to nie tylko sposób na budowanie relacji, ale też źródło wiedzy, pomysłów i inspiracji.
Który projekt wspominasz najlepiej?
Myślę, że największy sentyment mam do organizacji pierwszego turnieju piłkarskiego im. Zbigniewa Szczęsnego. To był mój pierwszy projekt, który zrealizowałem całkowicie samodzielnie – od początku do końca, bez wsparcia zespołu. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że udało się zaangażować aż 8 dziesięcioosobowych drużyn. To ogromny sukces, zarówno organizacyjny, jak i integracyjny. Po wydarzeniu otrzymaliśmy mnóstwo pozytywnych opinii – uczestnicy chwalili organizację, atmosferę i świetną zabawę. Było to jednak bardzo wymagające przedsięwzięcie. W trakcie turnieju pełniłem wiele ról jednocześnie: byłem zawodnikiem, konferansjerem, głównym organizatorem i osobą do kontaktu w każdej sytuacji – od kwestii technicznych po pomoc medyczną. Dosłownie każdy przychodził do mnie z pytaniami, problemami, a nawet z prośbą o pomoc w znalezieniu miejsca parkingowego czy przyniesieniu lodu do kontuzji. To było spore wyzwanie, ale z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że podołałem.Drugim projektem, który również bardzo dobrze wspominam, była organizacja naszego udziału w targach Concrete Expo. W tym przypadku nie działałem sam – ogromne znaczenie miało wsparcie kilku osób z zespołu. Dzięki tej współpracy udało się przygotować stoisko i całą prezentację firmy na naprawdę wysokim poziomie. Na pewno świetnie też wspominam organizację na terenie naszej firmy konferencji Stowarzyszenia Producentów Betonu, gdzie mogliśmy gościć przedstawicieli największych firm z naszej branży. Lokalnie – dużym echem odbił się przejazd świątecznej betoniarki.
Co Twoim zdaniem wyróżnia marketing w branży betonowej?
Marketing wygląda inaczej w każdej branży – i to zupełnie naturalne. Prefabrykacja betonowa to nie branża beauty, gdzie na pierwszym miejscu stawia się estetykę i efekt „wow”. Oczywiście forma również ma znaczenie, ale w naszym przypadku kluczowe są zupełnie inne wartości.To, co wyróżnia marketing w tej branży, to konieczność balansowania pomiędzy surową, techniczną treścią a atrakcyjną, zrozumiałą formą. Musimy opowiadać o prefabrykatach, betonie i rozwiązaniach konstrukcyjnych w sposób ciekawy, a jednocześnie precyzyjny i wiarygodny. Tu nie ma miejsca na puste slogany – liczy się merytoryka, doświadczenie i praktyczne zastosowanie. Przede wszystkim chodzi o budowanie relacji – zarówno z potencjalnymi klientami, jak i z tymi, z którymi już współpracujemy. Zamiast skupiać się wyłącznie na tym, by coś „ładnie wyglądało”, dużo ważniejsze jest to, żeby pokazać, co realnie robimy, jak pracujemy i jakie wartości reprezentuje nasza firma. Odbiorcą naszych działań są głównie profesjonaliści: inżynierowie, wykonawcy, architekci. Oni oczekują konkretów, rzetelnych danych i technicznej wiedzy. Dlatego marketing w tej branży musi być dobrze osadzony w realiach – liczy się autentyczność, zaufanie i zrozumienie potrzeb rynku. Z drugiej strony to marketing bardzo dynamiczny – musimy być na bieżąco z harmonogramami budów, produkcją prefabrykatów, zmianami u klientów. Czasem działamy niemal „na żywo”, bo otoczenie stale się zmienia. To wymaga elastyczności, ale też daje ogromną satysfakcję – bo widzimy, że nasza praca naprawdę wspiera sprzedaż, buduje markę i wzmacnia relacje z rynkiem.
Jakie są obecnie największe wyzwania?
Największym wyzwaniem z perspektywy całej naszej firmy jest zachowanie równowagi – chcemy się profesjonalizować, optymalizować działania, ale jednocześnie nie zgubić tego, co zawsze było naszą siłą: ducha firmy rodzinnej. W centrum naszej kultury organizacyjnej zawsze były relacje – i wierzę, że jeśli uda się je utrzymać na tym samym poziomie, to będziemy prawdziwymi zwycięzcami całego procesu rozwoju. To właśnie atmosfera współpracy i wzajemnego zaufania sprawia, że w Zbych-Polu po prostu dobrze się pracuje.
Jeśli chodzi o sam marketing, stoimy przed wyzwaniem stworzenia nowej strategii komunikacyjnej firmy. Nasz dział się rozwija – od początku lipca funkcjonujemy już jako dwuosobowy zespół, co otwiera nowe możliwości, ale i wymaga uporządkowania struktury oraz podziału obowiązków.
Jaką receptę miałbyś dla nowych osób, które przychodzą tutaj do pracy?
Mówiąc szczerze – z własnego doświadczenia. Uważam, że najważniejsze jest to, by od samego początku nie bać się pracy i od pierwszych dni pokazywać najlepszą wersję siebie. Nawet jeśli to wymaga wysiłku, poświęceń czy wychodzenia ze strefy komfortu – warto. Niestety zauważam, że wiele osób wchodzących dziś na rynek pracy, często nie ma w sobie poczucia odpowiedzialności za to, co robią. Niekiedy dominuje postawa roszczeniowa – przekonanie, że wszystko „się należy”. Taka postawa może zadziałać krótkoterminowo, ale w dłuższej perspektywie bardzo utrudnia budowanie trwałej kariery i zaufania w oczach pracodawcy.
Pamiętam swoje początki – zaczynałem od stażu w lokalnym portalu internetowym. Nie miałem wtedy nawet prawa jazdy, a praca była zdalna, jako dziennikarz. Mimo to, przy 15 stopniach mrozu potrafiłem pokonać skuterem 50 kilometrów, by zrelacjonować wydarzenie. To trwało pięć miesięcy, aż zostałem dostrzeżony i zaproszony do współpracy przez największą gazetę lokalną w regionie. Tam spędziłem niemal 7 lat, zajmując się początkowo sportem, a później dziennikarstwem śledczym i interwencyjnym. Jestem dumny z tego, że dwukrotnie – w 2014 i 2020 roku – dzięki autentycznemu zaangażowaniu, zostałem nominowany do ogólnopolskiej nagrody Local Press w kategorii dziennikarstwa śledczego i interwencyjnego.
Dziennikarstwo ukształtowało mnie, ale od ponad 4 lat moje zawodowe życie związane jest z marketingiem. Pracowałem m.in. w Starostwie Powiatowym w Mogilnie, a później w dużej multiagencji ubezpieczeniowej jako specjalista ds. marketingu. To były cenne doświadczenia, ale dopiero teraz – pracując z prefabrykatami – mam poczucie, że robię coś naprawdę namacalnego. Pokazuję produkt, który można zobaczyć, dotknąć, który robi wrażenie. To zupełnie inna jakość pracy niż promowanie usług, których nie da się fizycznie przedstawić.
Moja rada? Pokora, zaangażowanie i autentyczność. Rynek pracy szybko weryfikuje, kto jest naprawdę gotowy do działania. A wysiłek włożony na początku – nawet jeśli nie od razu daje spektakularne efekty – zawsze procentuje.
Gdybyś miał zrobić kampanię Zbych-Pol & Mobet w 3 słowach, to brzmiałaby…
Wow. Petarda. Charakter. To właśnie to! Gdy myślę o idealnej kampanii Zbych-Pol & Mobet, to chcę, żeby robiła efekt „łał” – żeby klient spojrzał i powiedział: „Okej, to nie jest kolejna nudna firma z betonu, to jest coś konkretnego”.
Petarda – bo chcę, żeby to było mocne, dynamiczne, świeże. Żeby nasz przekaz wyrywał z codziennego scrollowania i zostawał w głowie. Nawet jeśli to tylko prefabrykat – to pokazany z klasą i z charakterem.
No właśnie – charakter. Bo my nie jesteśmy przypadkową firmą. Zbych-Pol & Mobet to marka z historią, wartościami i ludźmi, którzy naprawdę znają się na tym, co robią. Chcemy, żeby każdy nasz komunikat był autentyczny, z pazurem, ale też z szacunkiem do branży i odbiorcy.
Jeśli marketing ma działać, to musi poruszać – a w naszej kampanii byłoby wszystko: emocja, konkret i styl.
Na koniec. A co robisz po pracy? Masz jakieś pasje, zainteresowania?
Po pracy… zamieniam się często w tatę na pełen etat! Najwięcej czasu spędzam z moją sześcioletnią córką Kinią – to moje oczko w głowie i osobisty dział HR, PR i rozrywki w jednym. Razem zaliczamy wszystkie atrakcje w promieniu 100 km, testujemy zjeżdżalnie, jeździmy na parki trampolin i generalnie robimy wszystko, co sprawia, że energia dziecka nigdy się nie kończy… a rodzica – trochę szybciej.
Poza tym, uwielbiam literaturę związaną z marketingiem i psychologią człowieka. Wiem, brzmi poważnie, ale dla mnie to czysta przyjemność, a czasem nawet źródło pomysłów do pracy.
A jak już naprawdę chcę się odstresować, to idę do kuchni. Gotowanie to mój sposób na relaks – choć nie ukrywam, że bardziej specjalizuję się w jedzeniu niż w zmywaniu.



